Pamiątki z Białorusi - osobny temat, który można poświęcić wielu artykułom, ale postaramy się podkreślić wszystko w skrócie i dać pojemną odpowiedź na pytanie, co przywieźć z Białorusi jako prezent. Co oni przewożą z Białorusi? Białoruski len. Według niektórych naukowców jedną z najstarszych tkanek na świecie jest Różne rodzaje: eukaliptusowy, rumiankowy, tymiankowy, z kwiatów pomarańczy, sosnowy itd. Owoce. Zimą: Pomarańcze, cytryny. Latem: Melon, arbuz. Sery. Co do fety. Już nie tak warto kupować ją z Grecji jako ze w Polsce króluje w każdym sklepie, i ceny są bardziej przystępne niż kiedyś (np. No to zaczynamy – co przywieźć z Łotwy: BALSAM RYSKI – bezwzględnie i obowiązkowo należy wziąć ze sobą przynajmniej jedną butelkę. Balsam ryski to legendarny łotewski likier ziołowy ceniony za właściwości lecznicze. Podobno pomaga przy chorobach dróg oddechowych, przeziębieniu, grypie i innych dolegliwościach. Ten sam tekst przyda się więc podróżnym chcącym przywieźć do Polski alkohol nie tylko z Ukrainy ale i z Rosji czy Białorusi. Ile alkoholu można przewieźć z Ukrainy do Polski lub do Polski spoza Unii Europejskiej? Dowiedz się więcej Kolekcja powstała na podstawie prac znanych białoruskich grafików, wśród których znaleźli się m.in. Nika Sandras, Micia Piślak i Hanna Redźka. Oprócz T-shirtów i i placaków można też zaopatrzyć się w skarpetki z białoruskimi napisami. Gdzie: w firmowych sklepach Mark Formelle. Za ile: T-shirty 14,96.-. BYN, plecaki 12.-. Istnieje lista zakazanych pamiątek, za których przywóz na teren UE i nie tylko, grożą wysokie kary finansowe, z karą pozbawienia wolności włącznie. W przypadku krajów azjatyckich, oprócz wspólnych przepisów międzynarodowych, poszczególne kraje mają własne przepisy mówiące, co można przywieźć lub wywieźć przez ich granicę. Nasuwa się więc pytanie, ile alkoholu i papierosów można przywieźć z Ukrainy? Z Ukrainy jedna dorosła osoba może wywieźć do Polski bez płacenia cła oraz akcyzy: 16 litrów piwa i 4 litry wina niemusującego oraz 1 litr alkoholu wysokoprocentowego (>22%) lub 2 litry alkoholu do 22% (np. wina wzmacniane lub wina musujące) Kolorowe figurki, magnesy, kubki czy torebki, przedstawiające niezwykłego ptaka znajdziesz niemal w każdym portugalskim sklepie z pamiątkami. Jest to wyjątkowy symbol, zważywszy na to, iż wiąże się z nim pewna legenda. Zgodnie z jej treścią, pianie koguta miało uratować niewinnie skazanego mężczyznę przed karą śmierci. Jeśli macie zamiar dołączyć do gronia Polaków zwiedzających Białoruś to przed wyjazdem warto sprawdzić jakie są limity celne na przywóz papierosów i alkoholu z Białorusi. Ile można przywieźć alkoholu z Białorusi do Polski? Ile papierosów? Czy limity łączą się? Sprawdzamy! Pamiątki z Krety, jak się przygotować? Co przywieźć z Krety . Po pierwsze pamiętajcie o limitach mililitrów w bagażu podręcznym. Maksymalna ilość płynów w jednej buteleczce to 100 ml! Jeśli chcecie przewieźć na przykład litr oliwy lub wino z Krety, musicie zapakować go do bagażu nadawanego! LbUdq. Zaczerpnięte z "Nie dotknę ani wątróbki, ani żadnych innych podrobów, ani nawet surowego mięsa. Nie ściągnę z mleka kożucha, z budyniu również. Nie spojrzę w stronę pełnego pampersa, nie chcę nawet poczuć w nozdrzach jego obecności. W ogóle kto wymyślił, żeby te słodkie, miękkie, różowe, śliniące się bobasy robiły takie ohydztwa pod siebie...?! Tia... Ale ja byłam kiedyś dziwna". Śmiejąc się dyskretnie ze składanych sobie niegdyś obietnic, stałam w kolejce do kasy kołysząc wózkiem sklepowym w przód i w tył. To nic, że Mała J z wózka już wyrosła, a poza tym została w domu z tatą... Jest to odruch, chyba każdej matki, który pojawia się wraz z urodzeniem dziecka. Albo bujasz wózek sklepowy lub cokolwiek co ma kółka i da się prowadzić, albo stoisz kołysząc się na boki, a zamiast dziecka w ramionach tulisz reklamówkę z zakupami... Na całe szczęście z czasem odruch ten mija. Nabywasz za to nową umiejętność - zwiększoną tolerancję, lub jak kto woli - zmniejszoną wrażliwość na pewne obrzydliwe (szczególnie dla nieposiadających dzieci) rzeczy. Zacznijmy jednak od początku... Od tygodnia rypała mnie głowa. Od siedmiu dni piłam poranną dawkę solpadeiny, by przetrwać jakoś odczuwanie nadchodzących zmian. Miałam przecież zaplanowany urlop, a jak na złość w czasie jego trwania pogoda postanowiła się zepsuć. Ale mam zaplanowany urlop. MAM ZAPLANOWANY URLOP! Nie po to rozkręcałam zjeżdżalnię i upychałam ją do bagażnika, by zostać w domu i poczekać na lepsze prognozy. Załadowałam więc samochód...z niewielką pomocą M... i oferując wycieczkę z all inclusive, postawiłam na tylnym siedzeniu dzieciom wiklinowy open bar, by przez dwie godziny podróży nie odwracały mojej uwagi od prowadzenia auta. Wszak pierwszy raz wyruszałam sama za sterami na taką odległość. Przez pierwsze półgodziny jazdy nie mrugnęłam chyba nawet okiem. Taka byłam skupiona! Rozluźniłam się wówczas, gdy mój wzrok zaczął obierać szersze pole widzenia niż prawy pas jezdni, a do moich uszu dobiegło powtarzane z niezwykłą regularnością i częstotliwością pytanie "Kiedy dojedzieeeemyyy?". W końcu znudzone podróżą i jedyną padającą z moich ust odpowiedzią "Dojedziemy jak dojedziemy", dzieci zasnęły. Szkoda tylko, że pięć minut przed dotarciem na miejsce... Domek z pozoru niewielki, mieścił w sobie cztery pokoje, w tym jeden naprawdę duży, małą, ciemną kuchnię, jeszcze mniejszą łazienkę i sporą werandę. Powieszone w każdym pomieszczeniu tykające zegary, ręcznie robione narzuty na wersalki, skrzypiąca podłoga oraz piec w kuchni, oddawały cudownie wiejski klimat, którego tej turystycznej, odwiedzanej głównie przez warszawiaków wsi - brakowało. Po rozpakowaniu bagaży i skręceniu zjeżdżalni (zjechały z niej może ze dwa razy podczas całego pobytu...), wsadziłam córki do basenu z nagrzaną już wodą, a sama urządziłam sobie kąpiel słoneczną, by następnego dnia cieszyć się opalenizną okraszoną wysypką, może nie od nadmiernej, ale od pierwszej w tym sezonie ekspozycji na promienie UV. W końcu według prognoz został mi jeszcze jeden słoneczny dzień, który będzie można cudownie spędzić ukrywając się w cieniu, popijając maślankę i smarując się nią, i starając się nie drapać swędzących ramion i dekoltu. Ale skóra ma to do siebie, że się regeneruje, więc kiedy uporała się w końcu z uczuleniem, pogoda przyniosła mi "ulgę" w postaci czterech dni deszczu i temperatury od 11 do 15 stopni w dzień, co zaowocowało regularnie powtarzanym przez dzieci "Nudzę się..." w wersji Dużej J, oraz "Siebiesie..." w wersji Małej J. Aby więc zaspokoić rządzę zabawy córek, zaprosiłam pociechy gości z domku obok. Tych samych, których pies regularnie wbiegał przez uchyloną furtkę na nasz trawnik i osrywał go z nadzwyczajną intensywnością, Przecież nie poczujesz, że na wsi jesteś, jeśli choć raz w gówno nie wdepniesz... Doczyszczając zatem z butów oznaki obcowania z naturą, patrzyłam z nieukrywaną radością na zabawy dzieci w "Głuchy telefon". "Pomidora", "Raz, dwa, trzy Baba Jaga patrzy" i inne. Niech się młodzież się wyszaleje, a ja...a ja potem po nich posprzątam. I poszukam babci, która odzwyczajona od hałasów i plączących się po domu energicznych dzieci, schowała się w piwnicy przed natarciem kilkulatków. I nastał w końcu dzień, w którym lejący się z nieba deszcz, 10 stopni ciep...zimna oraz rozładowany w samochodzie akumulator (dzieci lubią włączać światła w bagażniku, nie lubią natomiast ich wyłączać), oznajmiły, że oto koniec sielanki i pora wracać do domu. Przedtem trzeba jednak znaleźć jakiegoś pana z prostownikiem... Z łezką wzruszenia rozkręciłam po raz kolejny zjeżdżalnię, przysięgając sobie nigdy więcej nie zabierać jej na żadne wyjazdy, pożegnałam się z wiejskim domkiem, wytarłam podeszwę buta o trawę i ruszyłyśmy z moją mamą w drogę. Każda w swoją stronę. Będąc już w domu, w którym zakropiwszy sobie uprzednio wyschnięte od dwugodzinnego niemrugania oczy, siadłam okryta kocem i wsłuchiwałam się w szumiący za oknem wiatr oraz stukający o parapety deszcz. Wypiłam gorącą herbatę z cytryną, włożyłam zakładkę do czytanej właśnie książki i patrząc się na strużki wody cieknące po szybach, pomyślałam; "Jak ja lubię takie wieczory...Ale k...a nie w lipcu!", po czym założyłam wełniane skarpety i położyłam się spać. Rano obudził mnie krzyk pędzącej do łazienki Dużej J. Założyłam szlafrok i poczłapałam do pokoju dzieci by odkryć, że na dywanie wcale nie leży "Myślałam, że to magiczna plastelina, która odbija się gdy rzuci się nią o podłogę!" jak krzyczała szorująca ręce Duża J, tylko uwolniona zawartość z pampersa Małej J. A ja... A ja zorientowałam się, że wcale nie obrzydza mnie przymus sprzątnięcia tego...wszystkiego i szorowanie dywanów z rana (kawa byłaby zdecydowanie milej widziana, choć w obu tych przypadkach działanie wybudzające okazało się równie skuteczne). Nie takie niespodzianki już serwowały mi dzieci... Odkryłam jednak, że obrzydliwszy od widoku matki szorującej ubabrany dywan, jest widok matki z grypą żołądkową szorującej tenże dywan. Bo z wakacji, poza mizerną opalenizną i obejrzanym sezonem "Kryminalne zagadki Miami", poza wspomnieniami i rozkręconą zjeżdżalnią, przywiozłyśmy ze sobą jeszcze jelitówkę. Nastał zatem idealny moment by rozpocząć naukę Małej J korzystania z nocnika... A ponieważ każdy potrzebuje czasem chwili wolnego, odpoczynku i zresetowania, na pewien czas znikam z Może wrócę dopiero po wakacjach, może znacznie wcześniej... Co nie oznacza, że Was całkiem opuszczam! Zapraszam na facebookowy fp, gdzie będę się pojawiać i, mam nadzieję, umilać Wam czas nieco krótszymi historyjkami z mojego maminego życia. Do zobaczenia! Jeden z wrześniowych weekendów spędziłem na Białorusi. Pojechałem tam z Białowieży, rowerem, bez wizy. Szukając w internecie informacji na ten temat przed wyjazdem tego niewiele a to co znalazłem było często sprzeczne ze sobą. Dlatego poniżej krótko i na temat – jak pojechać, skąd, jakie dokumenty i gdzie załatwić i ile to kosztuje. Tak więc po kolei: Dlaczego z Białowieży ? Bo tak 🙂 Białowieża i Puszcza Białowieska to dla mnie miejsce, w które uwielbiam wracać, a że przy okazji jest możliwość pojechania do Białorusi przez przejście graniczne Białowieża – Pererov, przez pieszo – rowerowe przejście graniczne, to o tym własnie piszę. O ruchu bezwizowym z Białorusią, pisałem już w tym wpisie – Na Białoruś bez wizy – Grodno i Mińsk – zasady i warunki bezwizowego wjazdu W tamtym wpisie była teoria, dzisiaj zajęcia praktyczne. Dokumenty: Do przekroczenia zewnętrznej granicy UE potrzebny jest oczywiście ważny paszport. Po drugie i trzecie w ruchu bezwizowym potrzebna jest przepustka, oraz ubezpieczenie medyczne. Przepustkę uzyskuje się wypełniając formularz na białoruskiej stronie Parku Puszcza Białowieska. Aby ją otrzymać, należy na owej stronie opłacić tzw. „usługę turystyczną”, jaką jest wejście na szlak turystyczny Puszczy Białowieskiej i o tym za chwilę napisze ciut więcej. Strona z formularzem tutaj: Ważne! Wypełniając formularz wpiszcie wszystko tak jak stoi w paszporcie. Jeśli macie dwa imiona w paszporcie -wpiszcie oba. Nie pomylcie numeru paszportu. To bardzo ważne, inaczej cofną Was z granicy i nie wpuszczą do Białorusi. Po prawidłowym wypełnieniu formularza i opłaceniu kartą 10 rubli białoruskich (BYN) od osoby, zostajecie zarejestrowani w systemie granicznym i możecie cisnąć na granicę. Całość najlepiej załatwiać co najmniej na 48 godzin przed przekroczeniem granicy (najpóźniej można na 24 godziny wcześniej). Ostatnim punktem jest obowiązkowe ubezpieczenie. Nie może być byle jakie, a jedynie takie honorowane przez Białoruskie służby graniczne. Jest ono tanie, kosztuje 8 zł za osobę na 3 dni. Wykupić można je tutaj: Z tego linku korzystałem, zajęło to wszystko chwilę i na mailu miałem gotową do wydrukowania polisę. WAŻNE!!! – WYDRUKUJCIE SOBIE TĄ POLISĘ!!! Nie da się przejechać z polisą w smarkfonie. Musi być papier i to jeszcze najlepiej w kolorze – tak, aby były widoczne niebieskie pieczątki. Białorusini, jak każdy naród wschodni z Polską na czele, mają pierdolca na punkcie pieczątek. Całość można też zlecić licznym w Białowieży pośrednikom, płacąc dodatkową prowizję, ino po co ? Samemu zajmie to góra 15 minut przy komputerze. Wrócę jeszcze do „usługi turystycznej” Usługa owa jak już napisałem kosztuje 10 rubli białoruskich. Jednak nie jest to koniec opłat. Sprytni Białorusini, a raczej, co niestety trzeba napisać – białoruscy kombinatorzy z Parku Narodowego Puszcza Białowieska, postanowili dorobić sobie nieco i nie obędzie się bez dodatkowych opłat na miejscu. Po wypełnieniu formularza i opłaceniu owej jednej „usługi turystycznej”, dostaniemy po jakimś czasie maila, nie podpisanego przez nikogo, że „strona internetowa jest stara i bierze za mało”. Teraz trzeba opłacić 3 usługi, a nie jedną i kosztują one łącznie 12 Euro / 28,50 rubla białoruskiego… Opłatę trzeba wnieść na miejscu po przekroczeniu granicy w punkcie informacji turystycznej. Tak więc przez granicę przejedziecie bez problemu, bo w systemie wjazdowym jesteście zarejestrowani, a tuż za szlabanem już czeka z wyciągniętą łapą bardzo niesympatyczna Białorusinka. Na moje prośby wyjaśnienia dlaczego muszę dopłacić i prośbę wskazania odpowiedniego przepisu, bo jedyny jaki znam mówi o jednej „usłudze turystycznej” wiła się jak piskorz, i jedyne co z siebie potrafiła wydusić to to, że trzeba płacić i już, bo przecież dostałem maila, że trzeba płacić. W ramach 3 usług turystycznych otrzymujemy bilety do siedziby białoruskiego Dieda Maroza i dwóch muzeów. Różnicę w opłacie można na miejscu uiścić kartą – to jedyna pozytywna informacja. Piszę o tym, bo 28,50 rubla to prawie 12 Euro, a normalna wiza wjazdowa do Białorusi, nie mająca ograniczeń czasowych tak jak przepustka i upoważniająca do poruszania się po całej Białorusi kosztuje 25 ojro. Finansowo się to zatem nie składa kompletnie, natomiast na pewno jest to prostsze do uzyskania i praktycznie „od ręki”. Dojazd do granicy: Auto, jeśli takowe macie najlepiej zostawić w Białowieży. Przy przejściu granicznym nie ma parkingu i nie ma gdzie zaparkować. Coś tam budują przy samym przejściu, ale nie wiem czy będzie to parking, czy tylko krótkoterminowe miejsce postojowe. W Białowieży jest kilka miejsc gdzie można zostawić auto, duży parking przy wejściu na teren Parku Narodowego, za 6 złotych polskich za cały dzień. GPS: Dalej rowerkiem po znaku „Przejście graniczne 4 KM”, przez wioseczkę Grudki i prościutko do przejścia. Dojazd spokojnym tempem 20 minut w większości po płaskim. Przekraczanie granicy: Przekraczanie granicy odbiega trochę od typowego przekraczania wschodnich granic. Przede wszystkim jest całkiem miło, szybko i sprawnie. Najpierw należy wjechać na przejście i podejść z rowerem po prawej stronie do budki polskiego strażnika granicznego. Tam krótka standardowa kontrola paszportowa, następnie wychodzi jeszcze sympatyczny (co bardzo rzadkie!) celnik, aby przypomnieć co i ile można przywieźć i czego absolutnie nie. Następnie dreptamy na stronę białoruską. Otwiera się szlaban i mijamy białoruski słupek graniczny. Tam także po prawej do okienka. Tu jest tylko jedno. Trzeba podać paszporty i ubezpieczenie medyczne. O przepustki nikt nie pyta. Następnie kilka standardowych pytań i podejrzliwych spojrzeń, kontrola bagażu na rowerach, oraz osobista wykrywaczem metalu (nie mam pojęcia po kiego…), pieczątka wjazdowa w paszport i można iść dalej, do żołnierza przy szlabanie, który znowu zerka w paszport i otwiera szlaban. Jesteśmy na Białorusi! UWAGA – na terenie przejścia nie można robić zdjęć. Teraz tylko spotkanie ze wspomnianą niemiłą Białorusinką, która zgoli z nas różnicę pomiędzy 28,50 rublami a 10 które już zapłaciliśmy i można jechać dalej. Droga powrotna jest niemal identyczna. Od okienka do okienka + kontrola bagażu przez polskiego celnika. Nam zajęło wszystko nie więcej niż 10 minut w jedną stronę. Gdzie można się poruszać bez wizy? Poniżej mapka rejonu objętego ruchem bezwizowym: Granice strefy oznaczone są żółtą tablicą, widoczną na mapie po prawej stronie. Nie próbujcie jej przekraczać. Koszt mandatu to 100 BYN. Co można zobaczyć po białoruskiej stronie: LAS! 🙂 Tak to głównie zobaczymy. Wielki prastary las. Gigantyczny dziki obszar Puszczy Białowieskiej, który jest większy niż ten po polskiej stronie. Poruszamy się asfaltową drogą, oficjalnie rowerową, choć poruszają się po niej też samochody obsługi Parku, wojskowe, milicja, a nawet autobus kursujący pomiędzy Kamieniukami a Pererovem. Droga jest w doskonałym stanie, w większości po płaskim acz jest kilka podjazdów. Miejska legenda głosi, że prezydent Łukaszenka, zwany przez niektórych, tęskniących za dyktaturą, „ciepłym człowiekiem”: uwielbia jeździć na nartorolkach po Puszczy i kazał sobie wyasfaltować piękne trasy, na których może oddawać się swojej pasji. Coś w tym może być, ponieważ za miejscowością Liadskie w kierunku jednostki wojskowej na drodze do Kamieniuk są na początku i końcu szlabany, pozwalające zamknąć i odciąć tą drogę dla postronnych… Jadąc w kierunku Kamieniuków mija się urokliwe, sztuczne jezioro Liadskoye . Nie wolno w nim pływać, ale zatrzymać sę warto. Nastęnie jest stara, malutka wieś Liadskie, z urokliwymi drewnianymi domami, znanymi wszystkim miłośnikom Wschodu. Za wsią jest rozjazd – w lewo do kwatery białoruskiego Dziadka Mroza, czyli odopowiednika św. Mikołaja tudzież Gwiazdora, prosto do Kamieniuk. W Kamieniukach zobaczyć można typową, acz wyraźnie odmalowaną z zewnątrz na pokaz wieś/miasteczko białoruskie, z nową cerkwią, dwoma sklepami spożywczymi i dwoma przemysłowymi, kilkoma pensjonatami, hotelem i stacją benzynową. W jednej z bocznych uliczek jest także stara cerkiew, zlokalizowana w jednym z drewnianych domków. Jest też szkoła, przychodnia, poczta i bank. Obowiązkowym punktem jest oczywiście sklep spożywczy, w którym można zaopatrzyć się w dobra akcyzowe. Jak wspomniałem sklepy spożywcze są dwa. Jeden w centrum przy cerkwi, drugi na skraju niedaleko bramy wjazdowej do Parku Narodowego. Miasteczko z głównej ulicy wygląda ładnie i czysto, jak się zagłębić dalej widać, że odmalowano je tylko od frontu. Niemniej jest bardzo przyjemne i daje jako taki pogląd na to jak wygląda białoruska prowincja. Co jeszcze ? Siedziba Parku narodowego, tam małe muzeum, tradycyjny, acz całkiem zgrabny pomnik ofiar walki z faszyzmem i woliery ze zwierzętami. To akurat dosyć przygnębiający widok. Ewidentnie zrobiony na styl Rezerwatu Pokazowego Żubrów z Białowieży, jednak wyglądający na typowe rosyjskie zoo – a to nie jest dobry wzór. Opisywałem już kiedyś zoo w Kaliningradzie – ZOO w Kaliningradzie . I tak jak tego zoo tak i tego z Kamieniuk nie polecam. Warto też zajrzeć do siedziby Dziadka Mroza. Atrakcja oczywiście typowo dla dzieci, a my też tam pojechaliśmy. O dziwo, miejsce całkiem przyjemne i przede wszystkim pozbawione typowego dla takich przybytków plastikowego kiczu. Przy okazji w restauracji na miejscu można zjeść pyszne bliny na 15 sposobów i inne lokalne potrawy. Tu także można płacić kartą. Jak ktoś ma siły w nogach to można pojechać jeszcze w kierunku Pererova i obejrzeć muzeum bimbrownictwa, nie dojechałem tam, zostawiam to na następną wizytę. Noclegi: W samych Kamieniukach są dwa hotele i kilka pensjonatów oraz gospodarstw agroturystycznych. Tuż za bramą Parku Narodowego znajduje się dobrej klasy hotel „Hotel Complex Kamenuki” – kliknij aby go zobaczyć tutaj Ceny w nim zaczynają się od ok 35 Euro / 150 zł za dwie osoby za dobę. Wielką zaletą jest położenie już na terenie parku narodowego, wieczorem i w nocy, wychodząc przed hotel można usłyszeć ryczące żubry. W samym „centrum” Kamieniuk (Kamieniuków?) znajduje się dwugwiazdkowy Hotel no. 2. Niepozorny, a wręcz niemal odstraszający 🙂 z zewnątrz, a wyjątkowo przyjemny w środku. Podejrzeć możecie go tutaj – KLIK Pokoje są czyste, wygodne i dobrze wyposażone, jest nawet mały basen. Ceny zaczynają się od ok 25 Euro / 100 zł za noc za dwie osoby. Zaletą jest położenie w środku miejscowości, kilka kroków od poczty, przychodni, dużego sklepu spożywczego i cerkwi. Oprócz tych hoteli jest kilka przyjemnych pensjonatów i gospodarstw agroturystycznych. Szczególnie spodobał mi się pensjonacik „Puszczański kurortek” (Pushchanskii khutorok) – zerknij na niego tutaj. Problemem jest sam proces rezerwacji – obiekty jeśli nawet mają stronę internetową, to są one słabe i tylko po rosyjsku. Bardzo polecam rezerwowanie noclegu przez portal Raz, że odpada bariera językowa, dwa mamy pewność że gdyby cokolwiek okazało się nie tak , jak miało być – nie będzie pokoju, obiekt będzie nieczynny itp itd. wystarczy jeden telefon do i problem zostanie rozwiązany na naszą korzyść. Zawsze w takiej sytuacji w ciągu kilkunastu – kilkudziesięciu minut zostanie zarezerwowany i opłacony inny nocleg w bliskiej odległości, w tym samym lub lepszym standardzie. Sprawdzone na piszącym ten tekst kilkukrotnie m. in. na Słowacji i w Maroko. Jeszcze raz zatem linki do bezpośredniej rezerwacji hoteli (wystarczy kliknąć na nazwę hotelu): Hotel Complex Kamenuki Hotel no. 2 Puszczański kurortek Wszystkie oferty z Kamieniuków, z terenu objętego ruchem bezwizowym : KLIKNIJ TUTAJ Czy wymieniać pieniądze ? Nie ma takiej potrzeby. Praktycznie wszędzie zapłacisz kartą. W każdym sklepie, knajpce, kiosku z pamiątkami etc. Za pamiątki ze stoisk przy siedzibie Parku w Kamieniukach można płacić złotówkami. Ceny, co kupić, co i ile można przywieźć do Polski? Normy wwozowe są takie same jak z każdym innym krajem spoza Europejskiej Wspólnoty, czyli: napoje spirytusowe – 1 litr wino – 4 litry piwo – 16 litrów Ceny są, co mnie bardzo zaskoczyło, stosunkowo wysokie. Za przelicznik, należy dla uproszczenia przyjąć, że 1 BYN czyli białoruski rubel to 50 euro centów lub 2 złote. Przykładowe ceny w sklepie w Kamieniukach: syrki od ok 0,50 do 1,5 BYN piwo 0,5l w sklepie 1,5 – 2 BYN (BTW jest ochydne – jasno żółta woda, smakująca niezależnie od marki tak samo) wódka 0,5 l w „ładnej” butelce z żubrem – 8 BYN czekolada mleczna 100g – 1 – 1,5 BYN (tu też uwaga nieważne czy to Alionka, Czerwony Kapturek, czekolada z żubrem czy cokolwiek innego będzie na obrazku na opakowaniu w środku będzie zawsze ta sama czekolada. Nie podobna, nie zbliżona – identyczna, i smakująca dokładnie tak samo) Goziniaki czy jak wolą Rosjanie Korziniaki ze słonecznika, orzechów, sezamu – od 1 do 1,7 BYN (to na szczęście nie jest rodzimej produkcji i smakuje obłędnie. Jak większość goziniaków pochodzi z południa Rosji – Krasnodar i tym podobne rejony) lody na badylu w sklepie – 1 – 1,5 BYN cukierki z białoruską flagą – 10 BYN / kg Jak widać tanio nie jest, ceny są zbliżone do tych u nas. Ja kupiłem trochę piwa, jedno „pół litra” i dużo słodyczy. Słodycze są naprawdę osobliwe. Ukraińskie, czy rosyjskie, są zawsze mega dobre. Nie obowiązują tam Unijne normy 🙂 więc walą cukru i ulepszaczy ile wlezie. Zdrowe to nie jest, ale smaczne jak diabli. Natomiast w Białorusi jest kompletnie inaczej. Wszystko ma identyczny, niezbyt powalający na kolana smak. Czy to czekolada, czy cukierek, baton, cokolwiek – smakuje identycznie i co więcej, wygląda identycznie. Jak już wyżej wspomniałem, każda czekolada jest dokładnie taka sama, zmieniają się tylko opakowania. Tak samo jest z cukierkami, wafelkami etc. Czy warto ? Zdecydowanie! Białoruś zawsze mnie ciekawiła, ale jakoś nigdy jeszcze tam nie byłem. Po tej krótkiej wizycie nabrałem ochoty na więcej. Tym razem jednak pojadę kamperkiem i z wizą, aby zobaczyć więcej i pobyć dłużej. Kraj może nie jest tak dziki i urokliwy jak Ukraina, jednak na pewno warty poznania. Grodno czeka na turystów z Polski. Oto, jak wygląda jedno z najciekawszych miast na Białorusi O Grodnie najczęściej mieliśmy okazję słyszeć na lekcjach historii – że dawniej leżało w granicach Rzeczypospolitej i widoczne są w nim ślady polskości. Jednak mało kto w naszym kraju postrzega to miasto w kategoriach turystycznych. A jest co zwiedzać! Grodno zaskakuje na każdym kroku – przekonałem się o tym osobiście, a zdjęcia i nagrania, które udało mi się zgromadzić doskonale oddają klimat tego miasta. Białoruś zdecydowanie nie jest w pierwszej dziesiątce najpopularniejszych wśród turystów krajów na świecie. Zazwyczaj zaglądają tu osoby ciekawe tego, co się kryje w kraju, który wydaje się być odcięty od reszty Europy, choć oczywiście jest jej częścią. – Według rankingu Światowej Organizacji Turystyki Narodów Zjednoczonych, Białoruś jest jednym z najrzadziej odwiedzanych krajów Europy, a szkoda, bo uważam, że ma naprawdę wiele do zaoferowania – mówi WP Małgorzata Masłowska, dyrektor biura Podlaskiej Regionalnej Organizacji Turystycznej. – Od pierwszego wejrzenia zaskakuje infrastrukturą, mnogością ciekawych miejsc, dobrych restauracji i przytulnych kawiarni – dodaje. Ponadto okazuje się, że to nie Mińsk czy Brześć, a właśnie Grodno jest najchętniej odwiedzane przez turystów na Białorusi. Powinno ono zainteresować Polaków z kilku powodów: przyjazd tu to z jednej strony przełamanie niektórych stereotypów na temat naszych wschodnich sąsiadów, ale też spora dawka historii, którą widać na każdym kroku. Przekonacie się o tym z wideo, które nagraliśmy na miejscu. – Znacznie zwiększyła się liczba wyjazdów mieszkańców Podlasia na Białoruś. W sezonie wakacyjnym Regionalne Centrum Informacji Turystycznej w Białymstoku otrzymywało dziesiątki zapytań o bezwizowy ruch graniczny. Zauważyliśmy również zwiększony ruch mieszkańców pozostałych regionów kraju, jak również z zagranicy, którzy przyjeżdżają na wypoczynek do woj. podlaskiego – mówi Małgorzata Masłowska. Jakie miejsca trzeba zobaczyć? Już wjeżdżając do Grodna da się wyczuć inny klimat niż w Polsce, mimo że położone jest zaledwie 15 km od granicy i ok. 80 km od Białegostoku. Pierwsze, co się rzuca w oczy, to budowane na przedmieściach bloki, które wznoszone są w technologii znanej nam przed rokiem 90 ubiegłego stulecia, a także nieco nadgryzione zębem czasu trolejbusy (produkcji białoruskiej). W centrum zobaczymy teatr w kształcie korony i stojący na honorowym miejscu, w samym centrum ronda, czołg T34. Z sowieckich akcentów najciekawszym jest jednak wiecznie żywy pomnik Lenina, położony na placu Tyzenhauza. I mimo wschodnich „naleciałości” czy braku rynku, Grodno przypomina „nasze” miasta. Ponadto mieszkańcy nie zapominają, że przeszłość tego miejsca jest nierozerwalnie związana z Polską, co widać na każdym kroku. Serce rośnie, kiedy widzi się polskie akcenty. Pamiętacie kultową, choć może nieco patetyczną epopeję „Nad Niemnem”? Została napisana przez Elizę Orzeszkową, której dawny dom, dziś pełniący funkcję biblioteki i muzeum znajduje się przy ulicy nazwanej jej imieniem. Niedaleko muzeum ustawiono pomnik z podobizną pisarki. Jest to rzeźba z okresu międzywojennego, stąd też na cokole zachował się napis w języku polskim. Przy okazji warto wspomnieć, że przez 5 lat w Grodnie mieszkała też Zofia Nałkowska. Ze świątyń najbardziej zaciekawia bazylika św. Franciszka Ksawerego, położona kilka minut od czołgu i naprzeciwko placu Sowieckiego. Wnętrze świątyni jest zachwycające! Nabożeństwa odprawiane są w języku polskim. Co ciekawe, kościół miał zostać zburzony w czasach komunizmu, jednak mieszkańcy na to nie pozwolili. Setki ludzi weszło do bazyliki i zablokowało rozbiórkę. Nieopodal świątyni znajduje się słynna apteka z małym muzeum w środku, w której można zaopatrzyć się w maść z sadła niedźwiedzia i inne naturalne wynalazki medyczne. Z innych obiektów sakralnych trzeba odwiedzić główną cerkiew Grodna – sobór opieki Matki Bożej. Obiekt został wzniesiony w 1907 r. ku czci żołnierzy rosyjskich, poległych w wojnie rosyjsko-japońskiej. Najstarszy zachowany zabytek w mieście pochodzi z XII w. To cerkiew św. Borysa i Gleba, zwana też „cerkwią na Kołoży”. Usadowiona jest na wysokiej skarpie nad Niemnem, co też przyczyniło się w XIX w. do katastrofy. W wyniku osunięcia się ziemi runęła jedna ze ścian, którą odbudowano z drewna. Trzeba przyznać, że jej dzisiejsza, wyjątkowa forma wygląda niezwykle ciekawie. Koniecznie trzeba wejść do środka. Surowe wnętrze stwarza wyjątkowy klimat! Tak, jak w wielu polskich miastach, także i w Grodnie ważną rolę pełniła społeczność żydowska. I nie trzeba być wyznawcą judaizmu, by zachwycić się tutejszą Wielką Synagogą. Odnowiony budynek prezentuje się znakomicie. Wewnątrz znajduje się muzeum. Nowy i Stary Zamek Kilkaset metrów od synagogi znajdziemy Nowy Zamek. Przebudowywano go wielokrotnie i w ostatecznej wersji przypomina sowiecki gmach z wyraźnie widocznym nad kolumnami sierpem i młotem. W środku znajduje się niewielkie muzeum, ale nie to najbardziej zainteresuje turystów. Obiekt odegrał bardzo ważną rolę w historii Polski. Zwołano w nim ostatni Sejm Rzeczpospolitej, a ostatni król Polski, Stanisław August Poniatowski, zrzekł się władzy królewskiej. Z kolei naprzeciwko ulokowany jest Stary Zamek z XIV w., będący oczkiem w głowie Stefana Batorego (w czasach kiedy rządził, Grodno de facto było stolicą Rzeczypospolitej). Batory zmarł w zamku, a z racji tego, że prawdopodobnie doszło do otrucia, zdecydowano się przeprowadzić pierwszą w tej części Europy sekcję zwłok. Do zamku dotrzemy kamiennym mostem, z którego widać zbudowaną za czasów carskich wieżę straży pożarnej. Na przynależącym do niej budynku jest malowidło, przedstawiające strażaków z różnych epok, w tym jedną kobietę, która wygląda (nieprzypadkowo) jak Mona Lisa. Taki mały żart ze strony artysty… Wielce zasłużoną postacią dla miasta był starosta grodzieński, Antoni Tyzenhauz (druga połowa XVIII w.). Przedsiębiorczy gospodarz doprowadził miasto i okolice w XVIII w. do wielkiego rozkwitu, stąd też zwiedzając miasto nie raz o nim usłyszymy. Gdy już zwiedzimy wszystkie ważne miejsca, trzeba się posilić i koniecznie zrobić zakupy. Jedną z polecanych restauracji jest położona na głównym deptaku, wypełnionym sklepikami i kafejkami, „Królewskie polowanie”. Cena bardzo przyzwoitego obiadu z deserem oscyluje w granicy ok. 30 zł od osoby. Z kolei jeśli chcemy zrobić większe zakupy, warto pójść do centrum handlowego Euroopt (o tym, czego nie wolno przywozić do Polski, przeczytacie poniżej). Turysto, o tym musisz pamiętać! Białoruś, zwłaszcza region grodzieński, otwiera się na turystów, jednak zanim entuzjastycznie ruszycie w kierunku granicy, warto wiedzieć, jak przygotować się do takiego wyjazdu. Choć obowiązuje ruch bezwizowy, trzeba załatwić niezbędne formalności. Osoba wjeżdżająca na Białoruś powinna pamiętać o: – paszporcie ważnym co najmniej 3 miesiące od momentu pobytu na Białorusi; – dokumencie uprawniającym do przekroczenia granicy i pobytu na Białorusi, który można otrzymać w wybranych podlaskich lub białoruskich biurach podróży (wystarczy wykupić pakiet dwóch usług turystycznych), należy pojawić się w biurze 48 godz. przed planowanym wyjazdem, dokument upoważnia do pobytu na terenie obwodu grodzieńskiego do 5 dni, a jego cena to ok. 100 zł; – polisie ubezpieczeniowej, którą można otrzymać w wybranych biurach podróży, a jej ceny zaczynają się od 9 zł; – środkach pieniężnych w dowolnej walucie, ale o równowartości nie mniejszej niż 25 euro na każdy dzień pobytu; – wypełnionej karcie migracyjnej, która wydawana jest na przejściu granicznym, i którą należy zachować do opuszczenia terytorium Białorusi (za jej utratę grozi mandat). Powyższe formalności (tj. dokument uprawniający do pobytu na Białorusi oraz pakiet usług turystycznych) można zorganizować na własną rękę, np. na stronie Dzieci obowiązują te same dokumenty. W przypadku wyjazdu ze zwierzętami potrzebny jest międzynarodowy paszport lub świadectwo weterynaryjne zwierzęcia. Lepiej przyjechać do Grodna na własną rękę czy z biurem podróży? – Forma wyjazdu jest osobistym wyborem turysty, który kieruje się własną wygodą i oczywiście celem wyjazdu. Widzimy, że liczba wyjazdów indywidualnych wzrasta. Funkcjonujące na terenie województwa biura turystyczne, oferujące wyjazdy do Grodna (w całym regionie jest ich ponad 20), również nie ukrywają, że organizują znacznie więcej wyjazdów grupowych. Koszt takiego wyjazdu grupowego to ok. 240 zł od osoby – mówi dyrektor biura Podlaskiej Regionalnej Organizacji Turystycznej. W programie jest zwiedzanie najważniejszych zabytków z przewodnikiem, obiad, ubezpieczenie i czas na zakupy. Natomiast indywidualny wyjazd to koszt ok. 100 zł + koszty dojazdu (bilet autobusowy 35 zł w jedną stronę). Co można przywieźć z Białorusi? Będąc na zakupach, lepiej się nie rozpędzać, choć będzie to trudne ze względu na niższe niż w Polsce ceny. Co można przewieźć bez opłat? Paliwo znajdujące się w przenośnym kanistrze, którego ilość nie przekracza 10 l, 40 sztuk papierosów (2 paczki – ok. 4 zł od sztuki), 1 litr mocnego alkoholu (butelka 0,5 l kosztuje ok. 15 zł), 2 litry alkoholu nieprzekraczającego 22 proc., 4 litry wina musującego (ok. 5 zł za butelkę) i 16 litrów piwa (ok. 2-3 zł za butelkę). Można zapomnieć o wwiezieniu na teren Unii Europejskiej wybornych, białoruskich wędlin oraz nabiału. Za to w dowolnej ilości można zabrać do Polski np. słodycze czy chleb, który jest tak smaczny, że można go pochłaniać tonami. Kiedy Grodno było polskie… Nie da się zrozumieć tego, jak ważne jest Grodno dla Polaków, nie zatapiając się choć trochę w jego dzieje. Dlatego na sam koniec opisujemy kilka najważniejszych faktów: gród nad Niemnem był wielką miłością Stefana Batorego, a Jan III Sobieskiorganizował w nim co trzeci sejm walny Rzeczypospolitej. Na kartach historii zapisał się szczególnie sejm z 1793 r. Pod presją rosyjskiej armii posłowie uznali II rozbiór Polski, kończąc tym samym dzieje wielkiej I Rzeczpospolitej. W 1921 r., na mocy Traktatu ryskiego, Grodno oficjalnie weszło w skład II Rzeczypospolitej, stając się częścią woj. białostockiego. 20 września 1939 r. do Grodna wtargnęły kolumny czołgów Armii Czerwonej. Na mocy paktu Ribbentrop-Mołotow Grodno stało się częścią sowieckiej Białorusi, a po wojnie, po konferencji jałtańskiej, mimo rozpaczliwych apeli wielu mieszkańców, definitywnie utraciliśmy Grodno na rzecz ZSRR. Czy należy to rozpamiętywać i zastanawiać się, co by było, gdyby Stalinowi obsunęła się ręka przy wyznaczaniu nowych granic? Zdecydowanie nie. Zdecydowanie lepiej skupić się na teraźniejszości. Białorusini pamiętają o historii, a mieszkańcy często powtarzają, że chcą żyć z Polakami w dobrych relacjach, czego osobiście doświadczycie przyjeżdżając chociażby do Grodna. za Wojciech Gojke/ Studenci: Uniwersytet Wrocławski aresztował nasze rzeczy! - Nasze rzeczy zostały aresztowane i teraz możemy je wykupić od Uniwersytetu Wrocławskiego – alarmują portal mieszkańcy akademika... 1 czerwca 2020, 20:56 10 rzeczy, które na pewno zepsują Twój wyjazd. Możesz ich jeszcze uniknąć Czas urlopu i wakacji jest czasem upragnionym i wyczekiwanym zazwyczaj niemal przez cały rok. Planując wakacyjny wyjazd, zazwyczaj z większym wyprzedzeniem,... 22 lipca 2019, 8:14 Wyprzedaż 2019 od kiedy jest? Ruszyła wyprzedaż artykułów domowych. Sprawdź w jakich sklepach jest wyprzedaż rzeczy do domu Urządzasz nowe mieszkanie? A może chcesz odświeżyć swoje wnętrze letnimi, nowoczesnymi dodatkami? Tekstylia, wazony, pościele, a nawet meble kupisz w obniżonych... 9 lipca 2019, 11:08 Tego nie możesz przywieźć z wakacji do Polski. Zobacz! [GALERIA] Produkty medycyny chińskiej, koralowce, jaszczurki i wiele innych - sprawdziliśmy, czego nie można przewozić z różnych państw Europy czy Ameryki, a także z... 25 czerwca 2019, 7:14 10 najdziwniejszych rzeczy, jakie ludzie wysłali pocztą Czy pocztą można wysłać wszystko? Przeglądając galerię 10 najdziwniejszych rzeczy, jakie znaleziono w paczkach, można mieć wrażenie, że tak. 18 października 2018, 7:50 Niezbędnik narciarza. Co wziąć ze sobą na stok narciarski? [PORADNIK] Sezon zimowy w pełni. Niemal wszystkie stoki narciarskie są już otwarte na wizyty wielbicieli jazdy na nartach. Miłośnikom białego szaleństwa podpowiadamy, co... 17 stycznia 2017, 14:17 Pielgrzymi gubili, co się tylko dało. Dokumenty, telefony, nawet rowery Po Światowych Dniach Młodzieży. Poszukiwania przedmiotów zgubionych podczas spotkania młodych rozpocząć można w siedzibie Komitetu Organizacyjnego ŚDM przy ul.... 10 sierpnia 2016, 6:00 Jak się ubrać na maturę? Co można zabrać, a czego nie? Maturalny Savoir-vivre. Każdy detal ma znaczenie MATURA 2020 startuje już dziś, w poniedziałek o godz. 9. Przez najbliższy miesiąc maturzyści będą zdawać egzaminy. Mamy dla Was poradnik maturzysty. Czyli co... 8 czerwca 2020, 6:35 Co można znaleźć na Google Maps? Wielkie tajemnice ze zdjęć satelitarnych Niedawno Google Maps przyczyniły się do odnalezienia ciała zaginionego 22 lata temu mieszkańca Florydy. Na zdjęciach satelitarnych naprawdę można dostrzec... 20 września 2019, 13:30 7 sposobów na naukę języka obcego dla świeżo upieczonych mam. Wykorzystaj urlop macierzyński też dla swojego rozwoju Roczny urlop macierzyński można wykorzystać też na naukę języka obcego albo przypomnienie sobie zapomnianych umiejętności. Jak to zrobić, mając przy piersi 2, 3... 28 maja 2019, 14:05 Co można wnieść ze sobą na maturę z matematyki? Matura 2019 trwa. Przedmioty, które możesz zabrać wg CKE [LISTA] Egzaminy maturalne 2019 rozpoczęły się w poniedziałek, 6 maja 2019 roku. Co będzie można wziąć ze sobą na maturę np. z matematyki? Lista rzeczy, które można... 7 maja 2019, 6:19 Jesteś w ciąży? Poznaj listę zabiegów pielęgnacyjnych, które możesz wykonywać. A nie ma ich zbyt wielu! [GALERIA] To nie jest tak, że będąc w ciąży masz zrezygnować ze wszystkich przyjemności. Absolutnie! Wszystkie dobrze wiemy, ile radości i przyjemności daje wizyta w SPA,... 8 stycznia 2019, 14:14 Ikea wycofuje te produkty ze wszystkich sklepów w Polsce. Co zniknie z półek Ikei [ Ikea wycofuje te produkty ze wszystkich sklepów w Polsce. Co zniknie z półek Ikei i dlaczego? [ Sieć sklepów Ikea zapowiada, że z półek wszystkich... 21 września 2018, 5:59 Lany Poniedziałek 2 kwietnia 2018: mandat 500 złotych i inne kary za oblewanie wodą W Wielkanocny Poniedziałek Polacy tradycyjnie polewają się wodą, niektórzy rolnicy kropią swoje ziemie wodą święcona a na południu kraju, mieszkańcy wsi robią... 1 kwietnia 2018, 22:21 WARS wprowadził zakaz korzystania z laptopów i ebooków W wagonach restauracyjnych InterCity przez lata nie można było korzystać z laptopa czy czytnika książek. Przepisy się jednak zmieniły, ale nie wszyscy... 6 stycznia 2018, 7:57 Lubisz kawę. Zobacz co można wyczarować Barista z Korei Południowej Lee Kangbin tworzy niesamowite dzieła sztuki na… kawie. Jego rozpoznawalny „creamart” powstaje na gorących latte. Spienione mleko... 26 lipca 2017, 21:09 Co można jeść w WIELKI PIĄTEK? [KOGO OBOWIĄZUJE POST W WIELKI PIĄTEK] Co można jeść w WIELKI PIĄTEK? WIELKI PIĄTEK to dla katolików jeden z najważniejszych dni w roku. W WIELKI PIĄTEK dla większości wiernych obowiązuje post... 4 kwietnia 2017, 12:01 Oto co nasz Czytelnik znalazł w Crunchipsach [ZDJĘCIA] W paczkach popularnych chipsów Crunchips można znaleźć nie tylko chrupiące smakołyki. Przekonał się o tym nasz Czytelnik ze Zgorzelca. Było już ciemno, gdy wraz... 31 marca 2017, 7:54 "Serce dla męża", czyli co można kupić przed cmentarzami [ZDJĘCIA] Nie tylko znicze, kwiaty i tradycyjny miodek turecki można kupić przed cmentarzami w Krakowie. Trudno się oprzeć wrażeniu, że niektóre z towarów nie pasują do... 1 listopada 2016, 17:58 Dyspensa w piątek (22 lipca) w diecezji lubelskiej. Z okazji ŚDM (WIDEO) „Biorąc pod uwagę dobro duchowe wiernych oraz przeżywane w diecezji ŚDM (...) udzielam dyspensy od obowiązku zachowania charakteru pokutnego piątku” - ogłosił... 21 lipca 2016, 19:25 Sprawdzian szóstoklasisty 2016. Co można mieć na sprawdzianie? Sprawdzian szóstoklasisty 2016 już jutro, 5 kwietnia. Zobaczcie, co można wziąć na sprawdzian szóstoklasisty, a czego na pewno nie można mieć przy sobie. 4 kwietnia 2016, 16:31 Co można wyczytać z rachunku za gaz? Jak płacić mniej? [część 2. naszego poradnika] Opłat stałych nie zmienimy, ale używając rozsądnie kuchenki możemy zaoszczędzić. 16 września 2015, 11:04